Wiskozowa wiosna w sukience

Widzieliście nowe wydanie Burdy Szycie krok po kroku? Image

Uważam, że ten numer jest genialny! Wiele dziewczęcych wiosenno-letnich krojów! Oczywiście wzięłam się już za cudną sukienkę z kokardami na plecach. Mam nadzieję, że się uda, bo zamiast tkaniny z reliefowym wzorem zdecydowałam się na wiskozę, w pięknym morskim kolorze 🙂 Dobrze, że przed nami weekend, może uda się sporo zrobić. Na razie załączam zdjęcia wykrojów, które też do najłatwiejszych nie należały 🙂

Image

Reklamy

Ciało i dusza i joga

Ostatnio dużo się u nas dzieje, więc niestety zaniedbaliśmy zarówno fanpage’a na facebooku, jak i bloga, no i same szycie!! Aczkolwiek przerobiłam ostatnio jedne spodnie, więc pewnie niedługo pojawią się zdjęcia. Przeróbka nieduża, bo spodnie dostałam od przyjaciółki i postanowiłam je skrócić, zwęzić i nabić ćwieki. Wyszły całkiem fajnie, więc jak wiosna wreszcie przyjdzie to z pewnością je założę 🙂 Ten post jednak ma dotyczyć innej mojej aktywności, a mianowicie jogi 🙂 Już od prawie półtora roku zgłębiam tajniki asan i pranajamy, czyli przede wszystkim pracuję nad ciałem i oddechem. Bo należy pamiętać, że w jodze najważniejszy jest oddech, jak to mówi mój mistrz „musisz mieć w głowie, że przyszedłeś na zajęcia oddechowe, dopiero potem skupiaj się na pozycjach”. Są oczywiście różne odmiany jogi, ja szczególnie upodobałam sobie Ashtangę. Jej podstawą jest koordynacja oddechu z dynamicznym ruchem ciała. Nie używa się żadnych pomocy w postaci bloków, pasków, zatem tylko ty i twoja przestrzeń. Pozwala zbudować elastyczne i silne ciało, dodatkowo dodaje energii i nastraja pozytywnie. Joga uczy również relaksu, który szczególnie jest nam potrzebny w takim zabieganym świecie. Nie wiem, czy wiecie, ale joga w Stanach Zjednoczonych jest przepisywana jako antydepresant! Wpływa rewelacyjnie na samopoczucie. Ja sama dzięki jodze nabrałam świadomości własnego ciała, a praca nad oddechem szczególnie widoczna jest w sytuacjach stresowych, kiedy samemu można spowolnić i pogłębić oddech oraz jednocześnie się uspokoić. Jeśli ktoś z Was chciałby spróbować hatha jogi (ashtangi lub iyengar), szczerze mogę Wam polecić szkołę Artura Szudry w Poznaniu. Warto również samemu praktykować, są do tego różnego rodzaju poradniki. Ja dostałam niedawno książkę dr Abigail Ellsworth „Anatomia jogi”.

Image

Jestem z niej bardzo zadowolona, bo dodatkowo pokazuje jak w danych pozycjach działają mięśnie, jak należy układać ciało, żeby sobie nie zaszkodzić. Zatem praktykujcie i cieszcie się życiem!

Namaste 🙂

Napowanie skóry

Ten weekend mija pod hasłem napowania. Kilka dni temu udało mi się po bardzo okazyjnej cenie kupić napownicę z dwoma parami końcówek (do robienia otworów i do nabijania napów).  Chciałam przy okazji wyjaśnić, czym są napy, bo do niedawna sama miałam o tym mylne pojęcie. W Internecie też jest mnóstwo błędnym informacji i często napami nazywa się zwykłe zatrzaski. Poniżej zamieściłam kolaż czterech zdjęć, w prawym górnym rogu mój nabytek 🙂 a dwa dolne zdjęcia przedstawiają końce napa i zatrzasku (napa – złoty, zatrzask – grafitowy). Jak łatwo zauważyć zatrzask i napa składają się z dwóch części, które przy zamykaniu na siebie nachodzą. W przypadku zatrzasku jedna końcówka ma dziurkę, a druga wypustkę, która przy zatrzaskiwaniu wchodzi w otwór. Natomiast napa ma na obu końcówkach „obręcze”, jedna mniejsza – wchodzi w większą.  W prawym górnym rogu kolażu   widoczne są cztery części napa, od lewej mniejsza obręcz, część zewnętrzna – grzybek (ozdobna), trzecia to końcówka, która wchodzi w mniejszą obręcz i ostatnia – większa obręcz, która łączy się z grzybkiem.

Image

I powiem szczerze, że efektami działania sprzętu jestem zachwycona!! Zaczęliśmy od skórzanej brązowej przepaski na nadgarstek dla Kamila. Zabrał ją jednak ze sobą do Bydgoszczy, więc nie mam jej sfotografowanej, ale dziś zrobiłam dwie kolejne. Sami oceńcie, jak wyszły – na moim nadgarstku z pewnością pojawią się nie raz.

Image

Kufufua – o co chodzi?

Kufufua to słowo w języku swahili, które oznacza dosłownie odżyć, zregenerować siły. Gdy podlejemy więdnącego kwiatka i odżyje to właśnie mówimy “kufufua”. Dlaczego postanowiłam zająć się Kufufuą? Wytłumaczenie jest bardzo proste. W czerwcu 2012 skończyłam studia i w firmie, w której dotychczas byłam zatrudniona przeszłam na cały etat. Zawsze bardzo bałam się i bardzo nie chciałam, żeby moje życie było wyłącznie przepełnione pracą. Choć niezmiernie lubię to, co robię. Jednak od dziecka wszędzie było mnie pełno i zawsze wynajdowałam sobie różne zajęcia, co pewnie nie raz przyprawiało moich rodziców o zawrót głowy. Mogłabym wymieniać w nieskończoność, co robiłam, czego próbowałam: ping-pong, taniec, keyboard, teatr, dziennikarstwo, gitara…a koniec końców jestem magistrem informatyki i ekonometrii, a w pracy głównie programuje. Kiedy dziś spotykam znajomych z podstawówki pytają: “Czy Ty nie byłaś humanistką?! Jak to się stało, że skończyłaś ścisły kierunek i teraz pracujesz w takim zawodzie?!”. No cóż 🙂 matematyka zawsze była mi bliska i tak po prostu potoczyło się moje życie. Być może jednak ta humanistyczno-artystyczna część mnie, nie chciała mi pozwolić o sobie zapomnieć i dlatego wywołała u mnie potrzebę nauczenia radzić sobie z maszyną do szycia. Niekrótko zwlekałam i w listopadzie zapisałam się na tygodniowy intensywny kurs szycia w poznańskiej kawiarence szyciowej Nitka. W zaledwie 15h kursu poznałam podstawy, uszyłam torbę, spódniczkę i sukienkę, co wywołało u mnie niesamowicie pozytywne emocje. Właściwie w tym tygodniu kursu zdecydowałam, że chcę to robić, chcę się tego uczyć i dalej się w tym rozwijać. Pod choinkę rodzice sprezentowali mi mojego pierwszego SINGERA! 🙂 Sami od zawsze mieli w domu maszynę tej marki, ale w związku z tym, że oboje potrafią szyć, mi jakoś nie zawsze było do tej maszyny pod drodze, bo przecież wygodnie jest komuś wręczyć np. spodnie do skrócenia, niż robić to samemu. Morał jednak z tego taki, że nigdy nie jest za późno, żeby czegoś spróbować. W tej chwili prawie codziennie zasiadam do maszyny lub biorę w rękę igłę z nitką i tworzę to, co przyjdzie mi do głowy, skupiając się przede wszystkim na tym, żeby dobrze się bawić i tworzyć rzeczy, które sama chciałabym nosić.  Za namową mojego narzeczonego postanowiłam otworzyć bloga i funpage’a na facebooku, gdzie będę zamieszczać efekty mojej pracy i pewnie inne przemyślenia 🙂

Zapraszam do śledzenia!! 🙂 🙂 🙂

Pchliego targu krótka recenzja.

To już ponad tydzień od Flea Market w Mózgu, a ja dopiero znalazłam czas, żeby napisać kilka słów podsumowania. Pojawiliśmy się w bydgoskim klubie ok. 11.00, co w zupełności wystarczyło, żeby spokojnie zająć ciekawe miejsce i rozłożyć się z naszą podróżniczą walizeczką, nabytą w Starej Rzeźni w Poznaniu. W Mózgu trwały właśnie remonty, dlatego dla pchliego targu otworzono jedynie Czarną Salę, backstage i korytarz przy szatni. Choć początkowo wydawało się, że miejsca będzie wystarczająco, to okazało się, że było troszkę ciasnawo. Nie ma się jednak, co dziwić, bo mózgowy Flea Market przyciąga coraz więcej wystawców i kupców. Oprócz nas, można było między innymi spotkać wielu zdolnych twórców, m.in.: Boqua, Mushe, Kokociny oraz bardzo ostatnio na topie – Brunoszka. A kupić można było: wszelkiej maści ubrania – tuniki, sukienki, T-shirty, szorty, bluzki, a także maskotki z włóczki lub szmaciane, ozdoby wielkanocne i oczywiście biżuterię – przeważała ta sznurkowa i gumkowa, aczkolwiek było trochę wyrobów ze skóry i koralików. Jedynym minusem, który dla innych mógł być plusem to panujący półmrok. Ja osobiście wolę, żeby wystawiając coś, było to bardzo dobrze oświetlone, co powoduje, że jest widoczne. Choć ten półcień z pewnością podkreślał to, że znajdujemy się w alternatywnym klubie z historią, a nie w hali targowej. Odwiedzający narzekali na to, że było za ciepło, a na zewnątrz zima, więc ciężko było wytrzymać w kurtkach, a nie za bardzo było je gdzie zostawić. Być może wynikało to z faktu, że tyle osób pojawiło się na dość małej powierzchni w tym samym czasie. Jak na nasz pierwszy pchli targ jesteśmy bardzo zadowoleni, nie tylko z zainteresowania naszym stoiskiem, za co bardzo dziękujemy, ale także z poznania kilku interesujących osób 😉 Czekamy na kolejny Flea Market w Mózgu, mamy nadzieję, że odbędzie się taki w okresie wiosenno-letnim.Image